Wiara, która zaczyna się w sercu

25 sierpnia 2026

Dzisiejsza Ewangelia daje mi trochę do myślenia. Jezus mówi o tym, że można bardzo pilnować różnych zasad i robić wszystko tak, jak powinno być, a jednocześnie zapomnieć o tym, co jest naprawdę ważne — o miłosierdziu, sprawiedliwości i wierze.

Myślę, że łatwo przenieść to na nasze życie. Można chodzić do kościoła, modlić się, znać różne modlitwy, a jednocześnie być niemiłym dla drugiego człowieka albo nie mieć dla niego cierpliwości. I wtedy pojawia się pytanie: po co robię te wszystkie rzeczy, skoro moje serce wcale się przez to nie zmienia?

Dla mnie to przypomnienie, że wiara nie ma być tylko czymś, co pokazuję na zewnątrz. Nie chodzi o to, żeby inni widzieli, jaka jestem religijna. Chodzi bardziej o to, jaka jestem wtedy, kiedy nikt na mnie nie patrzy. Czasami najprostsze rzeczy mogą być właśnie takim świadectwem — pomóc komuś, nie odpowiedzieć złośliwie, przeprosić, kiedy wiem, że zrobiłam coś źle, albo po prostu być dla kogoś dobra, nawet jeśli nikt tego nie zauważy.

Myślę, że Jezus przypomina mi dzisiaj, że nie muszę być idealna. Ważne, żebym cały czas próbowała mieć dobre serce i nie zapominała, po co właściwie jest moja wiara. Bo Bóg nie patrzy tylko na to, co pokazuję innym. Patrzy przede wszystkim na moje serce.