Paralityk serca – o braku miłości do samego siebie
16 stycznia 2026
Ewangelia dzisiaj przedstawia nam uzdrowienie paralityka. Ta historia pokazuje nam największą prawdę jaką daje Bóg, że w swoim wielkim miłosierdziu odpuszcza nam grzechy. W ten sposób Bóg ukazuje się nam w swojej wielkiej miłości. Pomimo tego słyszymy, że faryzeusze nie dowierzają Jezusowi iż ma On moc odpuszczania win. Pytanie: dlaczego? Przecież są uczonymi, znają Torę na pamięć. Wiedza jednak nie sprawia, że mamy miłość. Miłość bowiem jest autentycznym doświadczeniem, a nie teorią albo regułą matematyczną. Aby odpowiadać na miłość to musimy być kochani.
Można mieć tytuły naukowe, dyplomy, różne znajomości i codziennie zakładać maskę pozornego szczęścia. Można równie dobrze pod tymi warstwami można być nieszczęśliwym i niekochanym człowiekiem. Bywa, że nie jest to brak miłości od innych, a raczej od samego siebie. Takimi ludźmi byli faryzeusze, ale tacy czasami jesteśmy też my. Nawet ja mogę pisać piękne rozważania siedem dni w tygodniu, używając specjalistycznych teologicznych wyrażeń, a równie dobrze bić się w piersi jak celnik i mówić ziemi i niebu, że czuje się niekochany. Dlatego też przychodzi dzisiaj do nas Bóg i przypomina tobie i mi, że nas kocha i chce nas Swoją miłością przemienić. Pragnie uzdrowić jak paralityka, ale stawia nam jeden warunek: żeby Bóg mógł zacząć działać ja muszę pokochać siebie takim jakim jestem i zaakceptować swoje położenie i stan w jakim jestem. Muszę nauczyć się z tym żyć, bo miłość zaczyna się od samoakceptacji. Dlatego pytanie: czy kochasz siebie?
F.R.