„Moje owce słuchają mego głosu” – O sztuce słuchania Boga w świecie pełnym hałasu
01 marca 2026
Przed dwoma tygodniami pochylaliśmy się w naszym rozważaniu nad zmysłem wzroku. Na podstawie doświadczenia dwóch apostołów – Piotra i Judasz spróbowaliśmy odkryć wzrok Boga i uświadomić sobie jak ważne jest zauważenie go w naszym życiu.
Następnie zwróciliśmy uwagę na drugi zmysł, jakim jest zmysł mowy. Przypatrzyliśmy się naszej mowie i tworzonej przez nie relacji do Boga, drugiego człowieka i samego siebie. Na podstawie słów skierowanych do Piotra na dziedzińcu Najwyższego Kapłana: „i ty jesteś jednym z nich, twoja mowa cię zdradza” zastanawialiśmy się na co wskazuje nasza mowa, do kogo my należymy.
W kolejnym rozważaniu pochylmy się nad kolejnym zmysłem – słuchem. Najpiękniejszym ze wszystkich słów jakie kiedykolwiek wybrzmiało we wszechświecie jest Jezus. On jest żywym Słowem Boga, który przyjął ludzkie ciało. W modlitwie Anioł Pański wyznajemy tę wiarę modląc się: „a Słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami”. Jednak nawet najpiękniejsze i najwznioślejsze słowa nie trafią do serca, nie przemienią człowieka jeśli je po prostu nie usłyszymy.
Jedna z dwóch najważniejszych modlitw dla każdego Żyda rozpoczyna się od słów: Szema Jisrael, słuchaj Izraelu. To jest wstęp do 10 przykazań, tych dziesięciu słów, drogowskazów, które Bóg postawił nam na drodze życia. Bóg tak jak wtedy przed Izraelitami tak przed wszystkimi ludami wszystkich czasów rozkłada prawdę. Mówi do nas poprzez Pismo Święte, ale także poprzez natchnienia serca, szczególnie w czasie modlitwy.
W dzisiejszym świecie, w którym natłok informacji jest przeogromny sztuką jest wiedzieć co i kogo słuchać. Mamy doświadczenie jak po konkretnym wydarzeniu zostanie ono przedstawione na wiele sposób, zależy kogo posłuchamy. Aby nie dać się zmanipulować i oszukać trzeba krytycznie podchodzić do usłyszanych informacji, brać pod uwagę kto to mówi i w jakim celu.
Przytoczę teraz pewną opowieść zatytułowaną „trzy sita”:
Któregoś dnia zjawił się u filozofa Sokratesa jakiś człowiek i chciał się z nim podzielić pewną wiadomością.
– Posłuchaj Sokratesie, koniecznie muszę ci powiedzieć, jak się zachował twój przyjaciel.
– Od razu Ci przerwę – powiedział mu Sokrates – i zapytam, czy pomyślałeś o tym, żeby przesiać to, co masz mi do powiedzenia przez trzy sita?
A ponieważ rozmówca spojrzał na niego nic nierozumiejącym wzrokiem, Sokrates tak to objaśnił:
– Otóż, zanim zaczniemy mówić, zawsze powinniśmy przesiać to, co chcemy powiedzieć, przez trzy sita. Przypatrzmy się temu. Pierwsze sito to sito prawdy. Czy sprawdziłeś, że to, co masz mi do powiedzenia, jest doskonale zgodne z prawdą?
– Nie, słyszałem, jak o tym mówiono, i…
– No cóż… sądzę jednak, że przynajmniej przesiałeś to przez drugie sito, którym jest sito dobra. Czy to, co tak bardzo chcesz mi powiedzieć, jest przynajmniej jakąś dobrą rzeczą?
Rozmówca Sokratesa zawahał się, a potem powiedział:
– Nie, niestety, to nie jest nic dobrego, wręcz przeciwnie?
– Hm! – Westchnął filozof. – pomimo to przypatrzymy się trzeciemu situ. Czy to co pragniesz mi powiedzieć, jest przynajmniej pożyteczne?
– Pożyteczne? Raczej nie…
– W takim razie nie mówmy o tym wcale! – powiedział Sokrates. – Jeżeli to, co pragniesz wyjawić, nie jest ani prawdziwe, ani dobre, ani pożyteczne, wolę nic o tym nie wiedzieć. A i tobie radzę, żebyś o tym zapomniał.
Informacji pojawiających się wokół nas jest wiele. Uczmy się i dzieci, aby nie wierzyć we wszystko i wszystkim. Nie zawsze to co usłyszmy daje dobro i pożytek mojej duszy.
To czym się karmię, co słucham, co wpada do naszego ucha nie zostaje bezowocne. Trafia do umysłu, trafia do serca. Tym czym będziemy się karmić, jakimi słowami, jaką muzyką, to będzie w nas pracować i tym będziemy obdarzać innych.
Ważne jest skupić się na tym co mówimy i jak mówimy w kontekście tego co ktoś usłyszy. Jeśli dziecko wielokrotnie będzie słyszało: to twoja wina, jesteś beznadziejny, nie kocham cię to w to uwierzy. Gdy dziecko zostaje odtrącone przez rodzica nigdy nie przestaje go kochać, ale przestaje kochać siebie. Dlatego ważne jest abyśmy dbali o słuch innych, o to aby słowa które słyszą i które docierają do ich wnętrza były budujące, niosące radość, pokój, miłość.
Świat zachęca, żeby być jak zwierzę. Bądź jak lis – sprytny, przebiegły, potrafiący wyjść z każdej sytuacji. Bądź jak lew, król zwierząt. Bądź silny, musisz przewodzić stadem, aby wszyscy cię szanowali. Bądź jak tygrys, szybki i zawsze pierwszy. Ze wszystkich zwierząt my zostaliśmy powołani do tego, aby być owcami. Dlaczego? Wydawać się to może głupie.
Według wartości jakie wyznaje świat jesteśmy głupcami. Jaka logika jest w tym, aby się poświęcać zamiast czerpać z życia pełnymi garściami? Po co być bezinteresownym, jak to przynosi straty zamiast zysków? Jak możemy żyć w czystości i bezdzietności, jak przecież to jest wpisane w naszą naturę?
To wszystko jest głupie dla świata, ale my nie mamy być mądrzy według reguł świata. Podstawą naszej mądrości jest Bóg i Jego przykazania. Czy warto być owcą? Z takim Pasterzem jakim jest Jezus – tak. Jak stać się owcą? Przez chrzest. To dostaliśmy dawno temu, gdy jeszcze byliśmy nieświadomi. Pan Jezus w Ewangelii mówił do Żydów, że nie są Jego owcami.
Jak więc stać się owcą Jezusa? „Moje owce słuchają mego głosu… idą one za Mną”. Po pierwsze słuchać. Nie wystarczy tylko słyszeć. Gdy pasterz woła swoje owce, próbuje zagonić je na pastwisko i wskazuje drogę, robi to głośno i wyraźnie. Wszyscy ten głos słyszą, ale nie każdy tego głosu słucha. Zdarzają się owce zarozumiałe, pyszne, mądrzejsze od pasterza. Same one wiedzą najlepiej, która droga jest dla nich najlepsza.
Jeśli chcemy być owcami Jezusa to musimy słuchać Jego głosu. W innym wypadku odejdziemy w złą stronę, zagubimy się, przestaniemy iść za Nim. Jak to realizować w naszej codzienności? Wczytać się i wsłuchać w Ewangelię, bo tam do nas Chrystus mówi. Słuchać i wypełniać. A gdy się zagubimy to w konfesjonale zawsze możemy Boga odnaleźć. Gdy natomiast odejdziemy za daleko to Jezus sam wyjdzie po nas, aby wziąć nas na swoje ramiona.
Wielokrotnie pragniemy usłyszeć od Jezusa czy nas kocha, czy faktycznie nas powołał, czy jest z nami w tych wszystkich trudnych doświadczeniach naszej codzienności.
A On przecież nam powiedział otwarcie, jak bardzo nas kocha. Czyny, które dzieją się w naszej codzienności świadczą o Bożej miłości. On powołał nas do życia, do istnienia. Woła nas po imieniu. Rozłożył na krzyżu ramiona i przytula nas nieustannie do swojego serca, raz po raz, ilekroć tego pragniemy.
Spójrzmy dziś na Chrystusa. Wsłuchajmy się w słowa, które do nas mówi. Bądźmy głupcami i szaleńcami dla świata, abyśmy nie zginęli na wieki. Nikt nas nie wyrwie z Bożej ręki! Chwyćmy się Boga, tego słowa którym nas wezwał i wspominajmy je zawsze, gdy będzie ciężko, gdy przyjdą chwilę zwątpienia. Ani się nie obejrzymy, a ujrzymy Bożą chwałę, która będzie naszym udziałem.