Między grobem a nadzieją

02 listopada 2025

Dzisiejszy drugi dzień listopada tak zwany dzień zaduszny jest tak wymownym dniem poprzez swój klimat i charakter milczenia, pamięci i ciszy. Wręcz nie trzeba by było wypowiadać w tym dniu żadnych słów ani w żaden sposób komentować tego dnia, bo dzisiaj ludzie, czas i przestrzeń jakby stoją w miejscu. Zamiast gwarnych ludzkich rozmów możemy zauważyć ludzi, którzy stają nad grobami swoich bliskich. W zadumie i pokoju ducha wspominają ich i dziękują za ich życie, prosząc dla nich w cichej pokornej modlitwie o dar życia wiecznego. Codzienny popłoch i chaos ludzkiego zabiegania i ludzkich trosk zamienia się dziś w cichy powiew jesiennych liści i ciche iskrzenie płomieni w zniczach.

Chodź jak już wspomniałem na początku nie trzeba by było dzisiaj nic mówić to i tak chciałbym się podzielić pewną myślą.

W dzisiejszej Ewangelii widzimy wskrzeszenia Łazarza. W tym wydarzeniu spotykamy wiele osób, ale najbardziej chciałbym zwrócić uwagę na Martę i Marię. W tych dwóch zupełnie różnych charakterach można zobaczyć aktualny w każdym wieku światowy problem czyli trudność pogodzenia się z czyjąś śmiercią i umiejętność przeżywania żałoby. Ten problem dotyka wszystkich i ktoś by mógł powiedzieć przecież to nie jest nic takiego nadzwyczajnego, to normalna kolej rzeczy. Jednak żeby to była normalna kolej rzeczy to trzeba wiedzieć jak sobie z tym poradzić. Każdy inaczej przyjmuje wiadomość o tym, że ktoś bliski odszedł do domu ojca. Jedna osoba kiwnie na to ręką i może będzie tylko przeżywać tę sytuację przez dwa miesiące, a inna bardziej wrażliwa może nawet tą sytuację przeżywać przez kilka lat, aż w końcu ta sytuacja zamieni się w bezsilność i stan depresyjny. Ten drugi stan, gorszy, widać dziś u Marty. Kiedy widzi Jezusa nadchodzącego robi jakby Zbawicielowi wyrzuty, mówiąc „Panie jakbyś tu był to mój brat by nie umarł”. Tak jakby chciała Jezusowi powiedzieć dosadnie: dlaczego nas opuściłeś, dlaczego poszedłeś nauczać zamiast zostać z nami. Przy tobie czuliśmy się bezpiecznie, a jak odszedłeś to dosyć, że straciliśmy bezpieczeństwo, to jeszcze straciliśmy kogoś bliskiego naszemu sercu.

Jezus zamiast się złościć to jako Boski Lekarz i doskonały psycholog ludzkiej duszy przypomina Marcie słowa, które wcześniej powiedział o tym, że jej brat zmartwychwstanie.

Nasz Zbawiciel Jezus Chrystus pierworodny wśród umarłych jest zmartwychwstaniem i życiem i kto w Niego wierzy choćby i umarł i  żyć będzie. To jest wielka prawda, którą bez przerwy musimy sobie przypominać. Nie tylko w dniu dzisiejszym, ale i przez całe życie. Prawda o zmartwychwstaniu jest dla nas wskazówką jak przeżywać żałobę po bliskiej osobie. Żałobę powinniśmy przeżywać w nadziei, że my kiedyś się z tą osobą spotkamy i razem z nią będziemy się radować w chwale nieba.

Ksiądz Piotr Pawlukiewicz kiedyś powiedział, że zmarli żyją, a to my umarliśmy. Co mógł mieć na myśli kapłan w tych słowach? Te słowa charakteryzują stan głębokiej żałoby, który zamienia się w załamanie i potem stan depresyjny. W tym stanie jesteśmy jakby umarli, bo bez przerwy w głowie mamy tę myśl, że ta osoba która odeszła nigdy nie wróci. Ta myśl jest w nas i powtarza się w naszym mózgu jak piosenka w zapętleniu. Jeżeli my tego nie powstrzymamy, po prostu nie pogodzimy się z tym, to wtedy jesteśmy właśnie umarli.

Przyznam się, że ja też przez pięć lat nie potrafiłem się pogodzić ze śmiercią swojej prababci i dopiero kilka miesięcy temu korzystając z pomocy pewnej osoby duchownej w końcu się pogodziłem z tym. Dobrze, że poprosiłem o pomoc i odważyłem się, bo inaczej też byłbym w stanie kompletnego załamania. Uwierzcie, że mało brakowało już do tego stanu. Moi drodzy, nie bójmy się prosić o pomoc, jeżeli mamy problem, żeby samemu się pogodzić ze stratą bliskiej nam osoby. Zawsze miejmy w sercu tę nadzieję, że kiedyś wszyscy się spotkamy tam w Królestwie Bożym i razem będziemy radować się z przebywania przy Boskim Obliczu, radując się swoim towarzystwem i się nim ciesząc.