Twoja mowa cię zdradza – o mocy słów i świadectwie wiary

08 marca 2026

W minionym tygodniu pochylaliśmy się w naszym rozważaniu gorzkich żali nad zmysłem wzroku. Na podstawie doświadczenia dwóch apostołów – Piotra i Judasz spróbowaliśmy odkryć wzrok Boga i uświadomić sobie jak ważne jest zauważenie go w naszym życiu. Wzrok ten doświadczamy także teraz, gdy On patrzy na nas ukryty w Najświętszym Sakramencie Ołtarza, ale także zawsze gdy patrzy na nas miłosiernym okiem w czasie spowiedzi świętej.

Dzisiaj po raz kolejny powróćmy do wydarzeń z dziedzińca najwyższego kapłana. Chwile przed tym, gdy kogut zapiał, a Pan Jezus spoglądnął na Piotra ludzie zaczepiają apostoła oskarżając go o należenie do grupy Jezusa. W 26 rozdziale Ewangelii Mateusza czytamy: „Po chwili ci, którzy tam stali, zbliżyli się i rzekli do Piotra: «Na pewno i ty jesteś jednym z nich, bo i twoja mowa cię zdradza»”.

Dosłownie zarzut stawiany Piotrowi poparty jest faktem, że mowa której używa świadczy o jego pochodzeniu. Galilejczycy do których należał Piotr mieli charakterystyczną mowę, której nie dało się pomylić z żadnym innym akcentem. Nie biorąc jednak kontekstu pochodzenia można wnioskować, że mowa w rozumieniu tego nie jak mówi, ale co mówi go zdradza. Piękne to byłoby świadectwo, gdyby po mowie można rozpoznać, że ktoś należy do Chrystusa, do grona Jego uczniów.

Pochylmy się dzisiaj nad innym zmysłem, nad mową. Zastanówmy się nad naszymi słowa w relacji: ja – Bóg, ja – drugi człowiek, ja  z sobą samym. Zwróćmy uwagę na to, jakie słowa, jaka mowa mnie charakteryzuje. Już od najmłodszych lat, poznając definicję modlitwy dowiadujemy się, że jest to rozmowa z Bogiem. Do Boga zwracamy się w modlitwie. Ze względu na cel modlitwy wyróżniamy następujące rodzaje:

  1. Modlitwa uwielbienia – jej celem jest wielbienie i oddawanie czci Bogu. Podczas takiej modlitwy człowiek wielbi Boga bez żadnej dodatkowej intencji. Robi to z samego faktu, że Bóg istnieje.
  2. Modlitwa dziękczynienia – odmawiana w celu podziękowania Bogu za konkretne dary otrzymane przez człowieka. Modlący się składa dziękczynienie, mając świadomość, że wszystko, co posiada, zostało mu podarowane przez Boga.
  3. Modlitwa przebłagania – jej celem jest przede wszystkim przeproszenie Boga za popełnione grzechy. W modlitwie tej możemy wyrazić osobistą skruchę i żal za grzechy czy zaniedbania.
  4. Modlitwa prośby – w tym rodzaju modlitwy prosimy Boga o łaskę i dary. O co możemy prosić? To zależy od nas samych. Nie ma w tej kwestii żadnych ograniczeń. Należy jednak pamiętać, że nie każda prośba musi zostać wysłuchana. Bardzo ważne podczas modlitwy prośby są pokora oraz ufność pokładana w Bogu. Przecież to On wie najlepiej, czego człowiekowi trzeba.

Po jakimś czasie instynktownie poznajemy, że rozmowa to nie tylko monolog, ale dialog. Jest w nas potrzeba wysłuchania, ale sami też chcemy słuchać, potrzebujemy wskazówek i czuć się dla kogoś potrzebnym. Bóg więc także do nas mówi poprzez Pismo Święte, natchnienia, ale także przez drugiego człowieka.

Gdy rozpoczniemy lekturę Pisma Świętego to usłyszymy o stworzeniu świata i wszystkiego co w nim istnieje. Zauważmy, że pierwsze słowa jakie usłyszymy z ust człowieka, to są słowa Adama po zobaczeniu Ewy. Tak jest stworzony człowiek, jako istota relacyjna. Abyśmy się rozwijali i mogli być szczęśliwi potrzebujemy drugiego człowieka. Bóg to wie, dlatego nie zostawił Adama samego ze zwierzętami i całym światem, ale postawił przy nim niewiastę. Niewątpliwie do komunikowania się między ludźmi pomocna jest mowa. Dzięki słowom możemy wyrażać swoje potrzeby, emocje. Opowiadać o swoich sukcesach i porażkach. Dzielić się naszą codziennością, tym co nas spotkało, co się nam wydarzyło. To na głos matki małe dziecko się uspokaja. To słowa: „nie bój się, jestem przy tobie, nie jesteś sam” dodają niejednokrotnie otuchy. Wszyscy zmagający się z różnymi problemami natury psychicznej, z depresją częstokroć potrzebują po prostu wysłuchania.

Mowa służy do wyrażania słów. Słowa natomiast mają wielką moc. Mogą leczyć, ale też ranić. Mogę nieść pociechę, ale także smutek. Mowa nasza może być szczera i prawdziwa, ale może być też pełna kłamstw i nieprawdy. Dzięki mowie możemy wyrazić to co jest najpiękniejsze, czyli miłość. Mowa daje nam sposobność, aby podnieść drugiego człowieka na duchy, dodać mu sił, a może nawet uratować jego życie. Wiele wspomnień jakie mamy związanych z innymi ludźmi, i tych pozytywnych i tych negatywnych opiera się na słowach. Ogromna radość rodziców, gdy dziecko pierwszy raz wypowie słowo: mama czy tata. Ten moment lęku, gdy pobiliśmy się w szkole albo dostaliśmy jedynkę i trzeba to powiedzieć w domu. Sztuką jest w tym potoku słów w codzienności wybrać te, które są nie ważne albo mało ważne i je odtrącić oraz zauważyć te cenne i zachować je w swoim sercu. Zdarza się, że za potokiem słów ludzie ukrywają swoje problemy, niedoskonałości albo niedomagania. Bojąc się odkryć przed drugim człowiekiem swojego prawdziwego ja, zakładają maskę, potokiem słów próbują zakłamać rzeczywistość tylko w tym celu, aby nie wypaść źle.

Ostatnią relacją, nad którą dzisiaj się pochylmy jest relacja ja z sobą samym. Być może w tej relacji rzadko używamy mowy, jedynie śpiewając głośno czy modląc się, ale używamy słów w myślach. Jakże często zdarza się ludziom wmawiać sobie: jesteś beznadziejny, nic nie jesteś wart, znowu ci się nie uda, nic ci to nie da, nie staraj się bo i tak zostaniesz odrzucony i skrzywdzony. Niejednokrotnie jesteśmy w stanie wybaczyć ludziom i darować wiele, dać zrozumienie i okazać empatię, a samych siebie traktujemy z wielkim rygoryzmem. Nie pozwalamy sobie na błędy, denerwujemy się i irytujemy gdy po raz kolejny coś sobie postanowimy, a to nam nie wyszło. Warto włączyć pozytywne myślenie, docenić siebie. Główną postawą i powodem powinien być fakt, że żyję bo Bóg tak chciał. Bóg mnie ukochał, dał mi życie i podtrzymuje mnie w istnieniu.

Zwróćmy uwagę na nasze słowa, na naszą mową. To co mówimy, jak mówimy i do kogo mówimy. Gdy ludzie wychodzą z teatru czy z kina, to rozmawiają o spektaklu albo filmie. Dzielą się swoimi przemyśleniami, przeżywają na nowo. Potrafią z pasją opowiadać po czasie co się wydarzyło i co go poruszyło. A jak jest po Eucharystii? Czy gdybym stanął przy wyjściu z kościoła mógłbym usłyszeć chociaż jeden dialog: „ale Słowo Boże mnie poruszyło. Chciałbym być  odważny jak Jeremiasz, albo wsłuchany w głos Pana jak Nikodem”. Czy ja mam odwagę świadczyć dzisiaj mową o moim spotkaniu z Chrystusem. Czy jakby ktoś przypadkowo usłyszał moją rozmowę mógłby powiedzieć: „ty należysz do Chrystusa, twoja mowa cię zdradza”.

W naszym życiu pojawiają się emocje i to normalna sprawa. Wręcz byłoby źle, gdybyśmy niezależnie od sytuacji zawsze wszystko umieli pomieścić w sobie. Konieczne jest mówienie o tym co należy nam na sercu, odnoszenie się do różnych sytuacji, wyrażanie swojej opinii. Ważne jest reagowanie spontaniczne i odruchowe. Po odruchach poznajemy jacy jesteśmy naprawdę.

Przypomnijmy sobie sytuacje gdy chociażby jechaliśmy autem i ktoś nam zajechał drogę albo uderzyliśmy się niespodziewanie. Wtedy nie mamy czasu myśleć jak się zachować, jak byłoby poprawnie ale po prostu reagujemy. Pracujmy nad sobą, nad tym co jest w nas, aby słowa które wypowiadamy niezależnie od sytuacji, od tego czy ktoś słyszy czy nie były dobre, abyśmy nie musieli się ich wstydzić.

Na zakończenie Franciszek Karpiński i pieśń o miłości bliźniego:

Prawo to święte na ziemi i niebie:
“Kochaj bliźniego jak samego siebie”,
Gdy Bóg stanowił, dał się ludziom dociec,
Że dla swych dzieci napisał go Ociec.

Niech mię, jako chce, mój bliźni szkaluje,
Niechaj mię krzywdzi, niech mię prześladuje
Oddać wet za wet na cóż bym się silił?
On bratem moim, on to się pomylił.

Niewinność moja jeśli przy mnie stanie,
Z wiatrem się ludzkie rozejdzie gadanie,
A miasto swarów, wzajemnej przygany,
Daruję bliźnim i będę kochany.

Pod jednym żyje naród ludzki Panem,
On każdego z nas zatrudnia się stanem,
Daje nam barwę, z Jego stołu jemy,
Czeladko Pańska, za cóż się kłóciemy?

“Kochajcie Boga nad wszystko dobrego,
Kochajcie bliźnich jak siebie samego.”
Te dwa naczelne Boskie przykazania
Postanawiamy pełnić do skonania.